wtorek, 11 marca 2014

14. Mam nadzieje, że tamci kolesie nie proszą jej, żeby już wróciła

* Oczami Edyty *

Szłam z Liamem nie znaną mi jeszcze ulicą Londynu. Po paru minutach znaleźliśmy się przed klubem golfowym.
- To ty grasz w golfa? - zdziwiłam się.
- Tak, a co?
- Nic tylko myślałam, że Harry i Niall grają w golfa, bo tak piszą w gazetach.
- No grają, ale w gazetach o wszystkim nie piszą. Tak się składa, że ja też całkiem dobrze gram - pochwalił się.
- Super. W takim razie musisz mnie nauczyć.
- Z przyjemnością, więc może wejdźmy do środka - zaproponował.
Udaliśmy się do recepcji, Liam zapłacił za nas i dał mi torbę z kijami, która ważyła chyba z tonę.
- Dziewczyno czy ty jadłaś śniadanie? - spytał.
- Nie - odpowiedziałam krótko.
- To wyjaśnia dlaczego nie masz siły.
- Nie miałam pojęcia, że będę nosić coś ciężkiego - usprawiedliwiłam się.
- Spoko, wsiadaj - ujrzałam fajowy wózek golfowy. Jak powiedział tak zrobiłam. Usiadłam i ruszyliśmy.
Gdy chłopak zatrzymał pojazd zrozumiałam, że jesteśmy na miejscu. Wielki pole golfowe robiło ogromne wrażenie.
- Weź jakiś kij - rozkazał mi Daddy.
- Okey - chwyciłam pierwszy lepszy.
- Pokażę ci jak się uderza kijem w piłeczkę, ok?
- Mhm.
Zamachnął się i odbił, a piłeczka wzleciała w powietrze.
- Wow. Jak daleko poleciała - skomentowałam.
- No tak, a teraz ty spróbuj.
- Ok.
Odtworzyłam w myślach to co zrobił Liam i próbowałam to powtórzyć. Zamachnęłam się i uderzyłam jakiegoś kolesia kijem.

* Oczami Liama *

- Przepraszam, bardzo przepraszam to było nie chcący. Przepraszam - mówiła Edyta ze łzami w oczach.
- Chyba złamałaś mi nos - poskarżył się facet.
- Przepraszam. Ja na serio nie chciałam - szlochała.
Strasznie żal mi jej było. Mogłem ją tutaj nie zabierać. Postanowiłem zadzwonić po karetkę, która przyjechała po 30 minutach. Edyta ciągle przepraszała tego mężczyznę. Gdy go zabrali dziewczyna trochę się uspokoiła, ale nie na długo. Moja przyjaciółka rozbeczała się jak małe dziecko.
- Proszę cię nie płacz.
- Liam to moja wina, gdybym nie machnęła tym kijem nic by się nie stało.
- Edyta to nie twoja wina tylko tego kolesia. Mógł uważać jak idzie, a po za tym to pole golfowe i każdy mógłby go walnąć kijem lub piłeczką. Nawet ja.
- Właśnie mógłby, ale nikt go nie uderzył, tylko ja jestem taką ciamajdą - powiedziała.
- Nie mów tak. To nie prawda. Jeśli tak bardzo się martwisz o tego faceta możemy pojechać do szpitala.
- Serio? Zrobisz to dla mnie?
- Oczywiście dla przyjaciółki wszystko.
- Dziękuję to wiele dla mnie znaczy - mocno mnie przytuliła.
Zadzwoniłem po taksówkę. Gdy przyjechała wsiedliśmy i ruszyliśmy do szpitala. Kiedy tam dotarliśmy spytałem się jednej z pielęgniarek, gdzie jest tamten mężczyzna. Skierowała nas do sali.
- Dzień dobry - przywitaliśmy się.
- Dzień dobry - odpowiedział oschle.
- Jak pan się czuje? - spytałem.
- Mogłoby być lepiej - powiedział. - A ty moja droga uważaj na przyszłość jak grasz w golfa.
- Jeszcze raz bardzo przepraszam. Ja na serio nie chciałam zrobić panu krzywdy - usprawiedliwiała się Edyta.
- Czy nos jest złamany? - zadałem kolejne pytanie.
- Tak. Przepraszam, że spytam, ale czy pan nie należy do tego sławnego zespołu? Jak mu tam One Derection?
- One Direction - poprawiłem go. - I tak należę.
- Moja córka jest pana wielką fanką. Wszędzie na ścianach ma plakaty z panem i resztą tego zespołu.
- Mógłbym coś dla pana zrobić?
- Gdyby dał pan autograf i zrobił sobie zdjęcie z moją córeczką było by wspaniale..
- A zapewni pan moją znajomą, ze nic poważnego panu nie jest? Bo ona mi nie wierzy.
- Szczerze mówiąc to mogę. W końcu nos się zrośnie. Z jednej strony to też moja wina. Mogłem bardziej uważać - zapewnił nas mężczyzna.
- Widzisz, a nie mówiłem.
- Kamień z serca mi spadł - uspokoiła się.
Potem zrobiłem sobie zdjęcie z córką tego faceta i dałem jej autograf. Była bardzo szczęśliwa. Następnie wróciłem z Edytą do domu.

* Oczami Klaudii *

Nareszcie samolot wylądował. Już tylko sekundy dzieliły mnie od spotkania z moim chłopakiem. Drzwi otworzyły się a ja wybiegłam jak poparzona. Rozglądałam się, ale moje oczy nie mogły odnaleść chłopaka spośród tłumów witających się ludzi. Zaczęłam panikować, gdy nagle spostrzegłam wielkiego misia z tabliczką z moim imieniem. Moje oczy rozświetliły się, gdy ujrzałam tak dobrze znaną mi twarz, uśmiechającą się do mnie.
- Cupko! - krzyknęłam i zaczęłam biec w jego stronę.
Oczywiście jak na taką sytuację przystało, potknęłam się i wywróciłam. Serio?! Tylko mi się przytrafiają takie rzeczy... Chłopak podbiegł i pomógł mi wstać.
- Hahaha. Nic ci nie jest? Tęskniłem za tobą - przytulił mnie, a po chwili czułam, że zaczyna mi brakować powietrza.
- Eyy przepraszam. Możesz przestać mnie dusić? - zapytałam błagalnym tonem.
- Oj przepraszam kochanie, ale jak sobie wyobrażam, że za parę dni znowu mnie opuścisz mam ochotę trzymać cię i nie puścić.
- Spokojnie. Jak wakacje się skończą, spotkamy się znowu i wtedy nie będziesz mógł się ode mnie uwolnić - zaśmiałam się.
- Obiecujesz?- zapytał.
- Obiecuję - obdarzyłam go moim najszczerszym uśmiechem.
- To dobrze. W takim razie chodźmy spotkać się z resztą, oni już nie mogą się doczekać.

* Oczami Nialla *

- Odkąd Klaudia wyjechała Louis siedzi cały czas w pokoju, Edyta szlaja się z Liamem, Karolina i Harry gdzieś znikli, zostaliśmy sami - żaliłem się Zayn'owi.
- Właśnie co z Harrym? - przyjaciel zapytał się i wypił drugi łyk piwa.
- Nie mam pojęcia, od dwóch dni nie daje znaku życia - powiedziałem ze zmartwieniem w głosie.
- Mam pomysł jak to sprawdzić - chłopak puścił oczko i odszedł. Chwilę później Zayn wrócił z jakąś gazetą w ręce.
- Tak jak myślałem, cały artykuł o Hazzie.
- Wow szybcy są - zdziwiłem się.
- Tak, wiec według tego Harry jest we Francji.
- Co we Francji?
- Pewnie znowu zebrało mu się na zakupy.
- No tak - szok minął. - A co z Karoliną?
- Czekaj czytam dalej. Młodemu muzykowi towarzyszy tajemnicza dziewczyna, czyżby Harry miał nową dziewczynę? To znaczy, że są razem. Wow Harry podziwiam cię.
- Ciekawe co musiało się wydarzyć, że Harold wziął panią szaloną ze sobą. No cóż dowiemy się niebawem, zazwyczaj zakupy zabierają mu góra trzy dni.
- Wiesz musimy ich wszystkich zebrać razem i spędzić wspólnie trochę czasu w domu, w końcu jesteśmy przyjaciółmi... Może obejrzymy sobie jakiś film, jak za dawnych czasów? - zaproponował Malik.
- Tak to jest to czego teraz potrzebujemy - zgodziłem się.

* Oczami Cupka *

Pierwszy dzień po powrocie Klaudii spędziliśmy naturalnie z chłopcami, ale teraz zamierzam mieć Klaudię tylko dla siebie. Po tym jak siedzieliśmy cały dzień w domu i cieszyliśmy się sobą, następnego dnia postanowiłem, że zabiorę ją na cały dzień do Łodzi wiem jak bardzo kocha to miasto.
- Możemy dzisiaj gdzieś wyjść? - zapytałem nieśmiało.
- Oczywiście, przyda mi się trochę świeżego powietrza - uśmiechnęła się.
- W takim razie może Łódź? - posłałem jej pewny siebie wyraz twarzy.
- Łódź? Właśnie sobie uświadomiłam jak bardzo tęskniłam za tym miastem, więc chodźmy  - oznajmiła.
Chodziliśmy ulicami Łodzi, oczywiście wstąpiliśmy do sklepu z mangami, ponieważ Klaudia stwierdziła, że musi sobie zrobić zapas nowych. Do wszystkiego podchodzi z taką wielką pasją, to właśnie w niej kocham. Po drodze przechodziliśmy koło sklepu muzycznego. Dziewczyna złapała mnie za rękę i wciągnęła do środka.
- Patrz Kons ile skrzypiec, tak dawno nie grałam. Tęsknie za tym, ale boję się, że moje palce nie wrócą do dawnej wprawy.
- Pamiętam jak zawsze kochałem patrzeć się na ciebie i słuchać, kiedy grasz. Myślę, że strach nie powinien stać ci na drodze, jak tego bardzo chcesz, to po prostu weź skrzypce i graj, a jak będziesz cierpliwa to znowu zobaczę twoją zaangażowaną w granie minę.
- Tak myślisz...masz racje, znajdę moje stare skrzypce i dam z siebie wszystko...dla ciebie - mówiąc to delikatnie pocałowała mnie w usta. Czas zdecydowanie za szybko leciał.
Po południu Klaudia zaczęła się skarżyć na głód, więc weszliśmy do naszej ulubionej knajpki. W pewnym momencie telefon Klaudii zaczął dzwonić.
- Słucham... o Hi... I'm really sorry...
Mam nadzieje, że tamci kolesie nie proszą jej, żeby już wróciła.

* Oczami Louisa *

Nie mogłem znaleść sobie miejsca, minęły trzy dni, a Klaudia nie dała znaku życia. Co jest? Nie obchodzi ją, że się martwię...yyy to znaczy wszyscy się martwimy. Co jest takiego ważnego, że nie dzwoni, a może ona nie chce już tu wrócić, nie...przecież obiecała. Ach co ja robię, po prostu do niej zadzwonię.
- Słucham - usłyszałem w słuchawce głos Klaudii.
- Yyy cześć tu Lou.
- O Louis, naprawdę przepraszam, zapomniałam zadzwonić.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zaniepokojony.
- Tak nawet lepiej -słyszałem w jej głosie pełnie szczęścia.
- O zniknął sarkazm - zauważyłem.
- Heh tak działają na mnie najbliżsi, no wiesz...kojąco.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale co dla ciebie, kelner czeka.
- A Lou przepraszam muszę kończyć, zadzwonię do ciebie wieczorem, ok?
- Ok pa.
- Buziaki pa.
Co to za męski głos, ciekawe kto z nią był i co mówił. Dlaczego przez tego kogoś musiała już kończyć i czy to znaczy, że ja nie jestem dla niej z grona najbliższych, bo nie potrafiłem ukoić jej nerwów. Za dużo znaków zapytania, wszystko wyjaśni się jak wróci. Nagle Zayn wparował do mojego pokoju BEZ PUKANIA.
- Heloł przestrzeń prywatna, puka się - zbulwersowałem się.
- Oj i tak byś mnie nie wpuścił.
- Tak właśnie, więc jak możesz wyjdź, zajęty jestem.
- Czym? Kojeniem smutków w internetach?
- Daj mi spokój - błagałem.
- O nie, dziś robimy wieczór filmowy i wszyscy mają być obecni.
- Nie mam ochoty...
- Nie, nie masz wyjścia - mulat pociągnął mnie za rękę. Kiedyś go zabiję.

* Oczami Edyty *

- Wieczór filmowy? Jasne, że wchodzę nawet mam jakieś filmy na pendrivie, miałam je obejrzeć, ale nie było okazji.
- A ty Liam?- zapytał Horan.
- No ok, nie mam na dziś żadnych planów.
- A co z wami? - zwrócił to pytanie do Hazzy i Karoliny.
- AAA... Kocham filmy, jestem za - odpowiedziała entuzjastycznie Karola.
- Harry?
- Okeeey, ale ja siedzę obok Edyty - dziwnie uśmiechnął się, bardzo dziwnie.
- Co? - zdziwiłam się.
- Słyszałaś - odpowiedział.
- Dziwne stawiasz warunki, no ale w końcu to tylko Harry - oznajmiłam.
- Poczułem się urażony, chyba...
________________________________________

No to tak macie 14 rozdział.
Bardzo mnie zawiedliście bo pod poprzednim rozdziałem były tylko 4 komentarze.
Zastanawiam się czy nie zawiesić bloga albo usunąć.
Więc jeśli nie chcecie pierwszej lub drugiej opcji musi być pod tym min. 15 komentarzy.
1. Jak wam się podoba rozdział?
2. Jak myślicie dlaczego Harry pojechał z Karoliną do Paryża?
3. Dlaczego Harry chce siedzieć obok Edyty?
4. Czy Klaudia zadzwoni do Louisa?
5. Czy coś się wydarzy na wieczorze filmowym?
To chyba tyle ode mnie.
A zapomniałabym zapraszam do czytania i komentowania moich blogów:
~Pozdrawiam Edyta ♥

4 komentarze:

  1. Nie zawieszaj!!
    1.Jest zajebisty *__*
    2.Hmm...Może kupić coś Edycie albo no nie wiem...
    3.Podoba mu się ^^
    4.Nie wiem ale chyba nie.
    5.Nie jestem w stanie przewiedzieć co się stanie ;c
    Pozdrawiam ; 33

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominuję cię do Libster Award
    http://trochefantastycznefanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zawieszaj kochanie. Uwielbiam tego bloga.
    1. Bardzo mi się podoba.
    2. Nie mam zielonego pojęcia.
    3.Bo chce ją obmacywać przy horrorach. Sorry to moja psychika xd
    4. Tak. Niech zadzwoni. Schippuje ich. Nie wiem czemu ale ok.
    5. To zalezy od Ciebie
    Czekam na nn i zapraszam
    http://zoey-kat-ff-33.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń